czwartek, 1 sierpnia 2013
Nieco o przyjaźni...
Czym właściwie jest przyjaźń? Niezidentyfikowaną spójnością łączącą dwie lub więcej osób? Głębokim uczuciem, porównywalnym do miłości? Lojalnością, wiernością, oddaniem, uczuciem? Czy może po prostu więzią? Myślę, że tym wszystkim i jeszcze więcej... Niektórzy uważają, że przyjaźń jest przereklamowana, że w tych czasach nie warto się przywiązywać do kogoś i mu ufać, że można liczyć tylko na siebie. A ja naprawdę nie mam pojęcia, co zrobiłabym bez przyjaciół... Nie przetrwałabym. To Oni jako jedyni dają mi siłę do życia, przepełniają energią i ciepłem. To dla Nich żyję. Bo tak naprawdę to oprócz Nich (i rodziny) nie mam niczego. Miłość? To widmo, ulatuje, gdy tylko pojawi się najdrobniejsze niepowodzenie... Może nie u wszystkich, ale u mnie tak, ja już chyba po prostu nie potrafię kochać nikogo innego niż... nie ważne. No więc... To Oni są w najtrudniejszych chwilach, to Oni śmieją się ze mną, płaczą, złoszczą, są dosłownie zawsze. Bez Nich nie ma mnie. I kocham ich bezgranicznie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hej.
OdpowiedzUsuńZastanawiam się jakiś dłuższy czas, co się z tobą dzieje, dlaczego zawiesiłaś blog, dlaczego tak się ostatnio wycofałaś... Raz o tym pisałaś, ale nie chciałam pytać o szczegóły, bo uznałam, że być może nie będziesz chciała o tym rozmawiać. Owe szczegóły mogłam co najwyżej starać się wydedukować wzorem mojego ulubionego detektywa, ale chyba nawet on nie byłby w stanie podać 100% pewnej odpowiedzi na podstawie tak niewielu znanych faktów.
Na tego bloga trafiłam zupełnie przypadkowo i to dość prozaicznych, przyziemnych powodów (wyobraź sobie, że zastanawiałam się nad avatarem i chciałam sprawdzić, jakie mają moje znajome blogerki ;] ).
No, teraz już dostałam swą odpowiedź.
Mam tylko nadzieję, że skoro niczego więcej na tym blogu nie zamieszczasz to znak, że wszystko u Ciebie wraca do normy.
Nigdy nie byłaś ani kretynką, ani skończona idiotką. Też niedawno tak się czułam. Przez pół roku beznadziejnego uczucia do chłopaka, którego jedyną miłość stanowiła litera greckiego alfabetu... Historia bezsensowna, splątana niczym węzeł gordyjski i nie do końca porównywalna, aczkolwiek wielce dramatyczna. Morał ze wszystkich cierpień ten jeden, że wszystkie jesteśmy jednakowo głupie... :)
Minęły dwa miesiące. Liczę na to, że przez ten czas twoje smutki zostały w tyle, jeśli nie daleko, to chociaż gdzieś w połowie drogi.
Nigdy się nie poddawaj :)