wtorek, 30 lipca 2013
o boże...
wszystko spierdoliłam. B. dał mi to jasno do zrozumienia we wczorajszej wiadomości. jestem kretynką. skończoną idiotką, tylko co ja mogłam wtedy zrobić? nie pozostawało mi nic innego jak udawać że go nie zauważam. bo nie powiedziałam mu kurwa część -.- a sam też tego nie zrobił! znowu wszystko jest moją winą... bo być może jest, bo ja wiem to doskonale, że jestem głupia i nic nie warta, ale tak bardzo go potrzebuję do życia... a on mnie znienawidził, kurde, dlaczego...? za każdym razem jak postanowię się od niego "uwolnić", mówię sobie, że z nim koniec to znów pojawia się na mojej drodze. a jeszcze wczoraj obiecywałam sobie że to już naprawdę koniec, nie ma B., nie ma problemów, nie ma miłości... a teraz napisał, zjechał mnie jak sukę, znienawidził mnie, ostatecznie zakończył znajomość, a ja siedzę i ryczę... nie chcę go znać. albo chcę. sama już nie wiem. w sumie to i tak nie ma już teraz znaczenia...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz